tablica termo mała.jpg
bilety baner mały.jpg
pajacyk.jpg
kamera efka baner.jpg
ksl.jpg
kd.jpg
FINA_logo_kolor.jpg
kultura_logo_duze.gif
kino 3D zaprasza.jpg
Coco.jpg
Cicha noc.jpg
listydom3.jpg
Księga gości
baner-krotoszyn.jpg
Wiadomości
grafika
Powiązane galerie:
grafika
ikona publikacja11-12-2014 15:13
ikona autorRedaktor KOK
ikona ilości zdjęć76
Niezwykłe obrazy Marii Dryll-Marciniak - wystawa w Refektarzu

 

5 grudnia 2014 r. w Galerii Refektarz Krotoszyńskiego Ośrodka Kultury odbył się wernisaż wystawy Marii Dryll-Marciniak, która tworzy niezwykłe obrazy z kory brzozowej. Wystawę można oglądać do końca roku w siedzibie galerii na Małym Rynku 1. Zapraszamy.

 

Oto krótka recenzja ze spotkania, słowo o autorce i słowo o „Sztuce natury”.


W piątkowy, późny wieczór krotoszyńska galeria zapełniła się wieloma szacownymi gośćmi. Do stałych bywalców wernisaży KOK-u dołączyli przyjaciele i znajomi artystki. Byli też i tacy, którzy po raz pierwszy przekroczyli próg klasztornego refektarza i poczuli nie tylko majestat sztuki ale i genius loci tego miejsca. Gospodyni wieczoru - p. Beata Ulbrych zadbała o profesjonalne wystawiennictwo, okazjonalny folder i bardzo ciepłe przyjęcie. Takie odczucia mieliśmy wszyscy. Dla samej zaś autorki prac, było to niezwykle serdecznie spotkanie po latach, bowiem poczuła się tu „jak za dawnych lat”. Będąc w otoczeniu tylu serdecznych i życzliwych ludzi dosłownie rozpływała się w uściskach, powinszowaniach, gratulacjach, kwiatach i zachwytach. Dwie duże sale wystawowe zapełniły się Jej pracami. Łącznie 55 dzieł wypełniło klasztorne komnaty, a dodać należy, iż spod rąk Marii wyszło ich ponad 300.


Artystka jest krotoszynianką od wielu pokoleń. Jej rodzina z tradycjami - zaangażowana była w życie publiczne, społeczne i pedagogiczne naszego miasta; zaś ona sama zawodowo związaną była z Krotoszyńskim Ośrodkiem Kultury, pracując w tej instytucji ponad 38 lat jako plastyk. Była też założycielką współcześnie działającej tu galerii, a było to w roku w 1996. Aktualnie jest na emeryturze. Wolna zatem od zawodowych obowiązków sporą część swojego czasu poświęca twórczej pracy artystycznej i dopracowywaniu swojej mistrzowskiej techniki i formy.


Tak oto sama napisała w okolicznościowym folderku o swojej oryginalnej technice: „moja technika własna to inaczej układanie obrazu z kawałków kory brzozowej; improwizowanie - bez szkicowania "malowanie" brzozą jak akwarelą; (ze względu na stosowanie trwałych klejów nie ma możliwości nanoszenia poprawek. Tworzywem jest kora z obumarłych drzew, gdyż tylko spróchniałe są materiałem o odpowiedniej kolorystyce, od beżu i różu po ciepłe brązy i czerń, a także zieleń ,kora o bogatej fakturze wynikającej z natury, urozmaiconej przez korniki, grzyby i pleśnie daje barwy natury. Moja kora nie jest niczym farbowana, jest naturalna, stąd dopisek, który stosuję opowiadając o mojej technice - „sztuka natury”.

Dalej autorka dodaje: "Malować można, czym się chce..." to proste stwierdzenie Apollinaire'a dało mi to przyzwolenie do zastosowania techniki, która nie mając dotąd oficjalnej nazwy została kiedyś określona "malowaniem korą brzóz". Sam materiał malarski jak i tematyka prac, to dla mnie symbol jedności człowieka z przyrody. Kawałek kory zdjęty z drzewa nasuwa motyw obrazu, a nie odwrotnie. Ingerencja nożyczek przy powstawaniu kompozycji jest minimalna.


Gdybyśmy chcieli określić rodzaj zastosowanej techniki, to jest ona najbliższa abstrakcji i impresjonizmowi ale temu współczesnemu, pochodzi bowiem z zainspirowania dziełami impresjonistycznymi Claude’a Moneta - owego prekursora abstrakcji, przekładając go oczywiście na współczesny język plastyki. Zatem w pracach abstrakcyjnych artystka stara się pokazać naturę, ale jej nie naśladuje. Szuka podświadomie oryginalnych środków wyrazu - typowych dla abstrakcji; brak rozpoznawalnych przedmiotów, stosowanie typowej sztuki niefiguratywnej, stąd mamy ową wieloznaczność tematów i ich niedokończoność. Za pomocą linii, plam i punktów - tu mocnych akcentów (zaczerpniętych ze sztuki plakatu) artystka w warstwie znaczeniowej obrazu odnosi się do sfery emocjonalnej jak i sięga po koncepcje filozoficzne. W ten sposób nie wprost mówi o nurtujących ją przeżyciach i wydarzeniach.


Jednak niewątpliwe patrząc, a raczej obcując z Jej obrazami mamy zawsze spory ładunek emocjonalny; mamy też nade wszystko kojące pastelowe kolory i barwy, które ten ładunek emocjonalny rozładowują i bardziej spokojnie pozwalają zagłębić się w transcendentny przekaz, odwołują się do takich środków wyrazu jak rytm, barwa, kontrast, walor materiału. W warstwie wizualnej mamy więc: barwę, kolor, fakturę, plamy i linie, w warstwie znaczeniowej przekaz emocjonalny po tematy biblijne jak wieża Babel i drzewo życia z raju, czy tematy religijne jak papieska droga krzyżowa - po krajobrazy od amerykańskich gór z Kolorado po niziny wielkopolskich rozlewisk z wierzbami płaczącymi, po pola i łąki krotoszyńskiej ziemi.


W rozmowie z artystką pada też symboliczne zdanie: mam zamiłowanie, wręcz wrodzone poczucie rytmu (stąd też Jej muzykalność, pamięta niezliczone utwory śpiewane jeszcze w młodości w „Ogólniaku” za czasów profesorów Mizery i Ławniczaka). Jej kolory to „Barwy ochronne” - jak u Zanussiego - i mimo podświadomego dążenia do symetrii w rzeczywistości powstaje asymetria, która jest pięknem samym w sobie. (Piękno zawiera się w asymetrii, tak uczył mnie jeszcze w liceum prof. H. Ławniczak, czyż nie?)


Artystka, kiedy zaczyna swoje dzieło mówi tak: obraz mam w głowie, powstaje z jednego płatka brzozy, z jednego mocnego akcentu, to tak jak bym wywodziła obraz z idei plakatu. Tu rozpoznaję swoje początki ze szkoły dekoratorskiej w Pile. Koncepcja mojej sztuki wywodzi się ze sztuki plakatu, wnosi mocny element, który jest rozbudowywany, tworzę wtedy przeciwstawne pola. Bo z obrazem jest jak z urodą, musi olśnić, czymś zainteresować a potem doszukujemy się innych pozostałych walorów, zachodzi oglądanie i poszukiwanie, na koniec refleksja i rodzi się potrzebna krytyka dzieła, czyli ocena. Dobrze, kiedy jest. Dobra krytyka to dla mnie jak kamień milowy, łapię wtedy drugi oddech i mam coś przemyślanego za sobą i dużo nowego do zrobienia. Dodam, - mówi Pani Maria - że temat mojego obrazu jest wtórny, ważny jest walor, a najważniejsze są barwy. Kiedy dotykam kory, która jest jak aksamit, jak jedwab - czuję się tak blisko natury i to jest dla mnie najważniejsze.

 

Na koniec i ja mam taką oto osobistą refleksję oglądając obrazy Marii Dryll-Marciniak.


Życie nasze jest, jak to mówią współcześni socjologowie „osobistą narracją”. Jedni chcą ją opowiedzieć pisząc pamiętniki, opisując swoje dokonania, inni zakładają drzewa genealogiczne, aby podeprzeć się rodem, koneksjami i trwaniem pokoleniowym, a Maria swoje przeżycia, myśli i niepokoje o stan kondycji ludzkiej opowiada plastycznie, wieloznacznie i raczej nie dopowiada, bo czyż można być czegokolwiek pewnym. Narracja osobista autorki „sztuki natury” jest po prostu wypowiedzą artysty, wolnego wolnością artystyczną.


Wszystkim którzy znaleźli dla siebie to tzw. „coś” w obrazach Marii życzę wielu zachwytów i wielu pytań. Bo jeśli będą pytania, będą i próby odpowiedzi. Każdy obraz możemy zwizualizować poprzez własne wyobrażenia, skojarzenia i przeżycia.


Do tego wszystkiego zaprasza nas właśnie refleksyjna sztuka obrazów, „sztuka natury” Marii Dryll-Marciniak. To zaproszenie to też zaproszenie wprost do odwiedzenia Galerii Refektarz, które zawarła autorka w ostatnim słowie folderu pisząc o swojej sztuce tak: mam nadzieję, że oglądający dostrzeże przeto jej romantyzm, którego brak nam na co dzień, uzna to co ujrzy za czytelne a jednocześnie niedopowiedziane do końca swoim językiem i swoim wyobrażeniem dopowie sens mojej pracy, mojej artystycznej wypowiedzi. Dziękuję i zapraszam.

 

Z autorką rozmawiała Łucja Długiewicz-Paszek.

 



Zakończenie:

Technika własna: "układanie" obrazu z kawałków kory brzozowej; improwizowanie - bez szkicowania, "malowanie" brzozą jak akwarelą.

Sztuka abstrakcyjna jest wieloznaczna i niedopowiedziana, z przestrzenią i horyzontem wolnym jak powietrze. Kolorystyka i naturalne barwy to wyjątkowe walory prac Marii Dryll-Marciniak. Warto im się przyjrzeć, warto je mieć! Autorka chętnie wyposaży niejeden salon, gabinet, szkolny pokój, czy salę obrad. Zaprasza do swojego mieszkania, do swojej pracowni do - jak mawiają znajomi „pokoju artysty”. Gorąco polecam, nawet pod choinkę.

 

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z wernisażu wystawy. (fot. Maciej Karolewski)


ikona daty11-12-2014, 15:16 ikona autoraRedaktor KOK ikona wyświetleń5771
Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Kontakt
COOKIE

Używamy plików cookie i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookie. Korzystanie z tego serwisu bez zmiany ustawień oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Akceptuje powyższe warunki